![]() (Atmospheric Dark Metal) Rok wydania: 2006 Kraj: Norwegia Label: Peaceville Recenzent: Kazan Moja ocena: 9/10 |
MADDER MORTEM Desiderata Od czasu wydania "All Flesh is Grass" w 2001 roku przyglądałem się poczynaniom Madder Mortem. Odpowiada mi takie spojrzenie na metalową formułę jaką prezentuje ta grupa. Zespół potrafi kombinować, łamać utwory, ale osadza to cały czas w ciężkich klimatach i zachowuje przejrzystość kompozycji. Norwegowie nie boją się eksperymentować z coraz to innymi rytmami, brzmieniami itp.. Tak jest także na "Desiderata". Ten krążek prezentuje Madder Mortem jako w pełni dojrzały band. Słychać, że muzycy wiedzą o co im chodzi, zdefiniowali swój styl i doskonale się w nim poruszają. Z czym mamy do czynienia na "Desiderata"? Niejeden pewnie rzeknie, że z gotyckim metalem - za daleko idące uproszczenie. Bo co niby łączy MM z kapelami typowo gotyckimi? Może jedynie dbałość o klimat utworów i fakt, że za mikrofonem stoi białogłowa. Na "Desiderata" nie ma ckliwych melodii. To raczej posępna atmosfera, mocno zeschizowane wokalne partie oparte o ciężkie wiosła. Bardzo chora muzyka! Gitarzyści stroją się zdecydowanie nisko. Do tego dobrze wykręcone brzmienie. Słychać, że inspirują się bardzo wieloma rzeczami. Dla luźnego (!) porównania przytoczyć wystarczy takie nazwy jak Katatonia, Opeth, Tool, My Dying Bride i... Meshuggah (np. "Sedition"). Oprócz fenomenalnych wioseł na "Desiderata" jest jeszcze jeden niezwykle istotny element, bez którego ta muzyka nie byłaby tak pokręcona. Kto usłyszał raz Agnete wie, że dziewczę ma ogromne możliwości. Podstawę stanowią chore, czyste wokale. Do tego dochodzą krzyki, szepty i growl. Jestem zmiażdżony! Album ciekawy również rytmicznie. Poza tym, że same riffy bywają gęsto połamane to w dodatku na płycie nie ma jednego, stałego tempa. Każdy utwór charakteryzuje się swoją odrębną pulsacją. Jazz/rockowy, lekko senny na początku, potem doomowy "Hangman" spotyka typowo metalowy "Plague On This Land". Palce lizać! Oprawa graficzna muzyki to mój fetysz. "Desiderata" to uczta pod tym względem. Czarny kolor tekturowego papieru i chore obrazy podane w minimalistycznej formie. Warto nabyć ten album, a nie ssać z sieci. Bardzo długo poznaję tę płytę i nadal nie mogę powiedzieć, że znam jej każdy element. Album pełny, bez słabych momentów i doskonale wydany. Dla otwartych głów rzecz bardzo cenna. Ortodoksom odradzam. Lista utworów:
|
||


