![]() (Brutal Death Metal) Rok wydania: 2009 Kraj: USA Label: Nuclear Blast Records Recenzent: Rimmön Moja ocena: 10/10 MAX! |
NILE Those Whom The Gods Detest There is no God but God! Ah jaka potęga! Kiedy usłyszałem "Kafir!" odrazu wiedział, że nie będę mógł się prędko uwolnić od tej płyty. "Those Whom The Gods Detest" nie pozwala przejść obok siebie obojętnie! Już po pierwszym przesłuchaniu zostałem bezwględnie zgładzony. Nie było litości. Czy to przy okazji niemalże grindowych wokali, czy to przy monstrualnych, perkusyjnych roll'ach... Powietrze gęstnieje i oczy wywracają się na drugą stronę. Solowe wtrącenia, występujące tu przez większość czasu, budują niesamowity klimat. Ostre, gitarowe cięcia brzmią bardzo świeżo i cholernie ciężko, mimo że na pewno słyszeliście już coś podobnego tu i ówdzie. To jednak jest Nile! To nie jest pierwsza lepsza kapela. Moja przygoda z tym zespołem trwała dość długo lecz w pewnym momencie nasze drogi się rozeszły. Już na płycie "In Their Darkened Shrines" uznałem, że chłopaki trochę zamieszali i stracili na niszczeniu słuchaczy i bezkompromisowym łojeniu na rzecz klimatycznych odniesień. Nie powiem, że nie lubiłem tej płyty ale wydawało mi się, że bezwzględne napierdalanie odeszło w siną dal. Potem były "Annihilation..." i jeszcze mniej zrozumiały dla mnie "Ithyphallic", które nie przemówiły do mnie kompletnie. Nie wiem jakby było teraz, jednak narazie ten okres historii mam za sobą a przede mną leży "Those Whom The Gods Detest" i to jest według mojej subiektywnej opinii - doskonale wyważony środek pomiędzy klimatem a dewastowaniem znanym z "Amongst The Catacombs Of Nephren-Ka". Jest to album mocarny i już teraz - ponadczasowy! Jest bardzo bezpośredni w przekazie mimo swojej złożoności. Rozwój Nile poszedł w stronę Vital Remains, którzy to stawiają na kreatywność i złożoność i to mi się podoba! Weźcie na przykład tytułowy ośmio-minutnik. Doskonałe wyważenie, niemal grind'owego ciężaru i agresji a przy tym taka mnogość zmian nastroju (i wstawek gitarowo-samplowych), że uszy wykręca. Motor napędowy zespołu, czyli George Kollias stawia poprzeczkę bardzo wysoko! Perkusja zajmuje tu 100% czasu i jest równie ważnym instrumentem co gitara a momentami nawet ważniejszym. Intensywność stopki zasługuje na najwyższe słowa uznania a talerze robią tu za kreatora ciężkiego klimatu! Czy często się to zdarza? Nie sądze. "Those Whom The Gods Detest" uważam za najlepszy album amerykanów i w dupie mam jak mało sru to wygląda. Do dwóch pierwszych mam ogromny sentyment ale tak naprawdę, tutaj ujawnia się prawdziwy potencjał twórczy tej kapeli. Polecam! Lista utworów:
|
||


